#4 - Nävekvarn - Yxningens Camping - Prawdziwy łoś i nocleg w apartamencie
-
DST
75.08km
-
Czas
04:57
-
VAVG
15.17km/h
-
VMAX
42.01km/h
-
Temperatura
15.0°C
-
Podjazdy
527m
-
Sprzęt Skowyrna mewa
-
Aktywność Jazda na rowerze
W tym roku pogoda zdecydowanie nie rozpieszczała. Całe dnie wiał południowy wiatr, który budował nam prze kołem i twarzą zaporę nie do pokonania, a od 15:00-16:00 padało. Wiedzieliśmy, że wybije godzina zero, przed którą MUSIMY zdążyć na kemping, aby uniknąć przemoczenia. Nie było więc zmiłuj. Mogłam stękać, marudzić i płakać, ale jechać trzeba było. Wstawaliśmy o 6:30, w porywach do 7:00, aby najpóźniej o 8:00 móc już wyjechać. Czasem czekaliśmy, aż obeschnie nam z rosy namiot i zwlekaliśmy do 9:00, ale wtedy robiło się już nerwowo, a namiot wcale nie wydawał się bardziej suchy.
Lubię, gdy dzień jest zaplanowany i uporządkowany, lubię codzienną rutynę i przewidywalność, ale gdy jestem na wakacjach, czasem chciałabym się po prostu pobyczyć. Na tym wyjeździe byczenie miałam gwarantowane, ale dopiero od 17:00 (po przyjeździe, rozbiciu namiotu, ugotowaniu obiadu, prysznicu i przeglądzie rzeczy na następny dzień). Taka codzienna dyscyplina pozwoliła mi nie wypaść z rytmu pracy, bo właściwie tak się czułam. Jak w pracy - z określonymi na każdy dzień zadaniami do wykonania w przewidzianym z góry czasie :-)
Tego dnia trasa mnie zachwyciła. Szczególnie na początku. Bo gdy wyjechaliśmy z kempingu, właściwie całe 20 kilometrów pokonaliśmy gładkim jak lustro asfaltem wśród pięknych sosnowych lasów, nie mijając po drodze zbyt wielu aut, o rowerzystach i pieszych nie wspominając. Droga wiodła nas to w górę, to w dół. Podjazdy były strome, lecz krótkie, a u ich szczytu rozciągał się przyjemny zjazd. Pęd powietrza smagał nas po twarzy, ale nie powstrzymywał jak na otwartej przestrzeni. Słonko przygrzewało przyjemnie, ładując nasze akumulatory w witaminę D.
Jechało nam się tak miło, że na prom dotarliśmy o 40 minut za wcześnie. W oczekiwaniu na przeprawę zjedliśmy więc śniadanko i dogrzewaliśmy się w wiacie, osłonięci przed wiatrem wiejącym od wody.
W okolicach południa pogoda tradycyjnie się skiepściła. Było może 17 stopni i zaszło słońce. W każdej chwili mógł spaść przelotny deszcz. Nie traciliśmy więc czasu, postoje robiliśmy tylko na zdjęcia i batony. Nawet nie zdążyłam wyciągnąć aparatu, gdy w oddali przez pole przebiegł (albo raczej przedreptał ociężale) łoś i znikł w zagajniku.
Rozpadało się dosłownie dwadzieścia minut po naszym przybyciu na kemping i miało padać aż do rana, więc zdecydowaliśmy się wynająć stuggę, która kosztowała nas 450 koron (około 200 zł) za noc. Na dwie osoby to drogo. Ale noc spędzona w cieple drewnianego domku i pod kołdrą - bezcenna.
Nowy dzień i znów lasy wokół nas © Eresse
Morze Bałtyckie © Eresse
Przeprawa promowa © Eresse
Prom © Eresse
Chyba Söderköping © Eresse
Söderköping © Eresse
Promenada w Söderköping © Eresse
Stugga © Eresse
Tylko dla nas! © Eresse
Tu jest jakby luksusowo © Eresse
Plaża na kempingu Yxningens © Eresse
Kategoria Szwecja z sakwami